Finlarod
29-10-2010, 21:35
Dzisiaj po raz pierwszy od baaaardzo długiego czasu ktoś zabronił mi e-palić (no, oprócz mamy, która jest byłą palaczką ;-)).
Godzinna przerwa w zajęciach, umówiłam się z koleżanką na kawę i poszłyśmy do uroczej, biblioteczno-teatralno-klaustrofobicznej kawiarenki przy PTPN w Poznaniu. Na drzwiach wisi: "TUTAJ SIĘ NIE NAPALISZ!"
Śmieję się w duchu, bo koleżanka zatwardziała palaczka analogów. No to sobie popatrzy :D
Podchodzi Miła Młoda Pani, akurat w momencie, kiedy z moich nozdrzy bardzo powolutku wypuszczałam ostatki mgiełki (by nie prowokować). Podchodzi, marszczy brwi, wącha, zbiera zamówienie i się myli. Intensywnie myśli.
-Przepraszam, Pani pali?
Ja na to, że nie, że to elektroniczne papierosy, nie śmierdzą, nie szkodzą innym gościom itp.
Na to przemiła młoda Pani:
-Ale ja to czuję... (no tak, intensywny miks kawy, karmelu, wanilli i morning rain)
Nauczona doświadczeniem historyjek opowiadanych przez kolegów pracujących w gastronomii, wiem, aby nie irytować kelnera przed podaniem napitku/jedzenia, więc z anielskim uśmiechem mówię: oczywiście, jeżeli to Pani przeszkadza mogę się bez tego obyć.
Przemiła Młoda Pani wraca po chwili z kawą i mówi, że przeprasza, ale u nich całkowity zakaz, ona nie wie, a tu szef, a tu goście itp.
No i mam dylemat. Mogę ją zacząć uświadamiać, ale stracę niepotrzebny czas, którego nie mam zbyt dużo. Mogę się naburmuszyć i powiedzieć to i owo, kosztem braku wstępu na przyszłość.
Jak zawsze palce mnie poniosły, ale chciałam zapytać, co robiliście/co zrobilibyście w takiej sytuacji? Zresztą to nie moja pierwsza. Z jednej strony chce e-palić tam gdzie mi się podoba. Z drugiej strony, myślę, że właściciel lokalu powinien móc decydować o paleniu i e-paleniu w swoim lokalu (czego prawo mu za chwilę zabroni). A jak myślę dalej, to dochodzę do wniosku, że wściekłą i pieniacką agitacją mogę zaszkodzić, bo zaraz wyjdzie, że ci epalacze tacy wkurzający i że sobie bimbają na zakazy (a że one ich nie dotyczą, któż by wiedział?) no i za chwilę jakaś ustawa gotowa. Oczywiście, jak ktoś wychodzi do mnie z naburmuszoną miną i zaczyna na mnie krzyczeć to wtedy sobie bimbam :D Ale jak ładnie prosi...
No i mam dylemat :]
Godzinna przerwa w zajęciach, umówiłam się z koleżanką na kawę i poszłyśmy do uroczej, biblioteczno-teatralno-klaustrofobicznej kawiarenki przy PTPN w Poznaniu. Na drzwiach wisi: "TUTAJ SIĘ NIE NAPALISZ!"
Śmieję się w duchu, bo koleżanka zatwardziała palaczka analogów. No to sobie popatrzy :D
Podchodzi Miła Młoda Pani, akurat w momencie, kiedy z moich nozdrzy bardzo powolutku wypuszczałam ostatki mgiełki (by nie prowokować). Podchodzi, marszczy brwi, wącha, zbiera zamówienie i się myli. Intensywnie myśli.
-Przepraszam, Pani pali?
Ja na to, że nie, że to elektroniczne papierosy, nie śmierdzą, nie szkodzą innym gościom itp.
Na to przemiła młoda Pani:
-Ale ja to czuję... (no tak, intensywny miks kawy, karmelu, wanilli i morning rain)
Nauczona doświadczeniem historyjek opowiadanych przez kolegów pracujących w gastronomii, wiem, aby nie irytować kelnera przed podaniem napitku/jedzenia, więc z anielskim uśmiechem mówię: oczywiście, jeżeli to Pani przeszkadza mogę się bez tego obyć.
Przemiła Młoda Pani wraca po chwili z kawą i mówi, że przeprasza, ale u nich całkowity zakaz, ona nie wie, a tu szef, a tu goście itp.
No i mam dylemat. Mogę ją zacząć uświadamiać, ale stracę niepotrzebny czas, którego nie mam zbyt dużo. Mogę się naburmuszyć i powiedzieć to i owo, kosztem braku wstępu na przyszłość.
Jak zawsze palce mnie poniosły, ale chciałam zapytać, co robiliście/co zrobilibyście w takiej sytuacji? Zresztą to nie moja pierwsza. Z jednej strony chce e-palić tam gdzie mi się podoba. Z drugiej strony, myślę, że właściciel lokalu powinien móc decydować o paleniu i e-paleniu w swoim lokalu (czego prawo mu za chwilę zabroni). A jak myślę dalej, to dochodzę do wniosku, że wściekłą i pieniacką agitacją mogę zaszkodzić, bo zaraz wyjdzie, że ci epalacze tacy wkurzający i że sobie bimbają na zakazy (a że one ich nie dotyczą, któż by wiedział?) no i za chwilę jakaś ustawa gotowa. Oczywiście, jak ktoś wychodzi do mnie z naburmuszoną miną i zaczyna na mnie krzyczeć to wtedy sobie bimbam :D Ale jak ładnie prosi...
No i mam dylemat :]