Chciałem być żeglarzem...
Białe wydęte żagle, lekka orzeźwiające bryza, wolno falująca bandera Jolly Rogera na topie masztu... To właśnie nieodzowne piękno mnie cały czas ciągnęło do żeglowania..
Pływać zacząłem jak miałem 7 lat, wtedy Ojciec pierwszy raz wziął mnie na żaglówkę (która de facto teraz należy do mnie). Wtedy poczułem ból rąk obtartych przez szota grota, uderzenie szkwału w bryty Głównego.
Potem przygoda biegła swoim tempem - mazury, a na nich Tango 730 - to wtedy nauczyłem się trymować "szmaty", stawiać i zrzucać żagle, czyścić zęzę. Po 4 latach dotarłem na TES'a 32, gdzie byłem nawigatorem. Tam nauczyłem się wyciągać łajbę z kątów krytycznych, płynąć pod wiatr, brać przechyły >70°. Z racji, że kochałem to co robiłem szybko się uczyłem, i wybijałem się na wyżyny. W końcu w 2007r. zostałem "pierwszym po Bogu" na Tangu 780F. Byłem z siebie dumny, czułem przeogromną radość patrząc na "główki" kei w Węgorzewie. Szczęście nie mogło trwać długo... 21.08.2007 niebo zrobiło się czarne...Natychmiast zrzuciliśmy żagle, a kątem oka dostrzegłem moc tego co nadchodzi. Padł maszt, kamizelki poszły w ruch.. Pierwsza fala wdarła się na pokład zmywając sklarowaną kotwicę. Miecz obijał się o skrzynię, a jacht tańczył na falach. Widziałem przewracające się jednostki wokół nas, pojawiające się i znikające na amplitudzie wodnego odmętu. Wszyscy czuli śmierć i zniszczenie w powietrzu, Ci którzy nie patrzyli na niebo szukali ratunku, lecz czy można uciec przed gniewem Posejdona? Silnik chodził na pełnych obrotach, jęcząc i płacząc. Dziób zbliżał się do lądu...
Wtedy zrozumiałem siłę żywiołu, który tak pokochałem. Rok po tym wydarzeniu, stojąc na dziobie Tanga, trzymając fajkę w zębach, zobaczyłem wieniec upamiętniający tamten tragiczny dzień. To właśnie wtedy zrozumiałem, że "z morzem związałem dni". Wiedziałem, że "trzeba żeglować, żeby żyć". Pojawiły się myśli o Akademii Morskiej i przez ostatnie 2 lata tylko tym żyłem, motywowało mnie to i dawało siły by walczyć..
Dzisiaj... Dzisiaj stoję przed wyborem i nie wiem, co zrobić... Bo czy można porzucić wszystko i wypłynąć? Czy Ta kobieta, którą zostawię tu na lądzie, nadal będzie, kiedy wrócę? "On w swojej celi, przecież tylko myśli, o przyjaciołach, którzy już nie żyją....."
Granatowy mundur, biała czapka i rękawiczki, i worek na plecach..
"Rozmył się czas, słoneczny blask - w szarych głębinach tonie...."
Pływać zacząłem jak miałem 7 lat, wtedy Ojciec pierwszy raz wziął mnie na żaglówkę (która de facto teraz należy do mnie). Wtedy poczułem ból rąk obtartych przez szota grota, uderzenie szkwału w bryty Głównego.
Potem przygoda biegła swoim tempem - mazury, a na nich Tango 730 - to wtedy nauczyłem się trymować "szmaty", stawiać i zrzucać żagle, czyścić zęzę. Po 4 latach dotarłem na TES'a 32, gdzie byłem nawigatorem. Tam nauczyłem się wyciągać łajbę z kątów krytycznych, płynąć pod wiatr, brać przechyły >70°. Z racji, że kochałem to co robiłem szybko się uczyłem, i wybijałem się na wyżyny. W końcu w 2007r. zostałem "pierwszym po Bogu" na Tangu 780F. Byłem z siebie dumny, czułem przeogromną radość patrząc na "główki" kei w Węgorzewie. Szczęście nie mogło trwać długo... 21.08.2007 niebo zrobiło się czarne...Natychmiast zrzuciliśmy żagle, a kątem oka dostrzegłem moc tego co nadchodzi. Padł maszt, kamizelki poszły w ruch.. Pierwsza fala wdarła się na pokład zmywając sklarowaną kotwicę. Miecz obijał się o skrzynię, a jacht tańczył na falach. Widziałem przewracające się jednostki wokół nas, pojawiające się i znikające na amplitudzie wodnego odmętu. Wszyscy czuli śmierć i zniszczenie w powietrzu, Ci którzy nie patrzyli na niebo szukali ratunku, lecz czy można uciec przed gniewem Posejdona? Silnik chodził na pełnych obrotach, jęcząc i płacząc. Dziób zbliżał się do lądu...
Wtedy zrozumiałem siłę żywiołu, który tak pokochałem. Rok po tym wydarzeniu, stojąc na dziobie Tanga, trzymając fajkę w zębach, zobaczyłem wieniec upamiętniający tamten tragiczny dzień. To właśnie wtedy zrozumiałem, że "z morzem związałem dni". Wiedziałem, że "trzeba żeglować, żeby żyć". Pojawiły się myśli o Akademii Morskiej i przez ostatnie 2 lata tylko tym żyłem, motywowało mnie to i dawało siły by walczyć..
Dzisiaj... Dzisiaj stoję przed wyborem i nie wiem, co zrobić... Bo czy można porzucić wszystko i wypłynąć? Czy Ta kobieta, którą zostawię tu na lądzie, nadal będzie, kiedy wrócę? "On w swojej celi, przecież tylko myśli, o przyjaciołach, którzy już nie żyją....."
Granatowy mundur, biała czapka i rękawiczki, i worek na plecach..
"Rozmył się czas, słoneczny blask - w szarych głębinach tonie...."
Wszystkich komentarzy 3
Komentarze
-
Wysłany 30-03-2010 o 08:16 przez poli123
-
Wysłany 30-03-2010 o 08:23 przez PXE
-
Wysłany 22-04-2010 o 20:05 przez eser











RSS