Ruthless cold reality...
Wysłany 22-06-2010 o 03:03 przez Quasimodo
One day we could’ve met,
and believed, we might live that way.
Far away from the din, envious looks.
And chase for the prize.
We would have remained ourselves,
without killing our feelings.
Slowly.
Day by day.
The dream went away,
and you came with your dark hair loose.
Ruthless cold reality.
Oh, how I hate your truth.
Don't turn your back this time,
just look at my eyes.
I won't break down.
I'm gonna fight.
To dziwne, śmieszne jest. Biegniemy goniąc za marzeniami, z wiatrem w dal! Zmęczoną dłoń wyciągamy w ostatniej jej ścieżce, byle złapać, mieć dla siebie - to upragnione - szczęście, marzenie. Nie zdajemy sobie sprawy jak wiele nas to kosztuje, ile tracimy. Bolą nas czmychające marzenia. Na każdym kroku czai się bezlitosna prawda, ta, która miała nas doń doprowadzić. Oczekujemy świata leżącego pod naszymi stopami, powietrza, którym oddychamy. Czas nie staje, nurt rzeki rwie z impetem, przebywając kolejne mile, wiatr tarmosi włosy kolejnych drzew. Coraz dalej, dalej, i dalej... Im bliżej końca, tym łatwiej dostrzegamy siebie w spróchniałych konarach, wyschniętych korytach wcześniej tak pędzącego potoku. Świat przemija.
Czy zdążysz zatrzymać własną pogoń zanim pogrążysz się w otchłaniach własnej nieświadomości? Czy uda się lekko musnąć marzenie, tak by nie ranić przy tym innych, i zostawić sobie choć cząstkę pragnień zanim wypełnisz swój "boski plan"?
Zwolnij, zatrzymaj się.
Once in the middle of the crowd,
I stopped.
Suddenly I felt so good, not being on the move
and believed, we might live that way.
Far away from the din, envious looks.
And chase for the prize.
We would have remained ourselves,
without killing our feelings.
Slowly.
Day by day.
The dream went away,
and you came with your dark hair loose.
Ruthless cold reality.
Oh, how I hate your truth.
Don't turn your back this time,
just look at my eyes.
I won't break down.
I'm gonna fight.
To dziwne, śmieszne jest. Biegniemy goniąc za marzeniami, z wiatrem w dal! Zmęczoną dłoń wyciągamy w ostatniej jej ścieżce, byle złapać, mieć dla siebie - to upragnione - szczęście, marzenie. Nie zdajemy sobie sprawy jak wiele nas to kosztuje, ile tracimy. Bolą nas czmychające marzenia. Na każdym kroku czai się bezlitosna prawda, ta, która miała nas doń doprowadzić. Oczekujemy świata leżącego pod naszymi stopami, powietrza, którym oddychamy. Czas nie staje, nurt rzeki rwie z impetem, przebywając kolejne mile, wiatr tarmosi włosy kolejnych drzew. Coraz dalej, dalej, i dalej... Im bliżej końca, tym łatwiej dostrzegamy siebie w spróchniałych konarach, wyschniętych korytach wcześniej tak pędzącego potoku. Świat przemija.
Czy zdążysz zatrzymać własną pogoń zanim pogrążysz się w otchłaniach własnej nieświadomości? Czy uda się lekko musnąć marzenie, tak by nie ranić przy tym innych, i zostawić sobie choć cząstkę pragnień zanim wypełnisz swój "boski plan"?
Zwolnij, zatrzymaj się.
Once in the middle of the crowd,
I stopped.
Suddenly I felt so good, not being on the move
Wszystkich komentarzy 1
Komentarze
-
Romantyk, kurdebele
Jak czytam takie rzeczy - staje mi,
jako żywo przed oczami : z jednej strony ta 90-ka na podnośniku, z drugiej zaś: miękkie blachy współczesnych samochodów i ich wpływ na psychikę młodych chłopców ;-)Wysłany 22-06-2010 o 12:55 przez scob










RSS