Detektyw Rick - cz. 7 b
Wysłany 24-04-2010 o 19:41 przez Riccardo
Tagi detektyw rick
Detektyw skręcił w najmroczniejszą uliczkę po lewo. Szedł twardo przed siebie, chociaż wyglądała bardzo strasznie. Opustoszała, cała w cieniu, pełna mrocznych zaułków, ciemnych bram i dużych śmietników za którymi mogło czaić się zło. Wtem przed Ricka wyskoczył mały chińczyk. Tą grę trzymał w rękach całkiem spory Japończyk. Za detektywem spod ziemi wyrosło dwóch dryblasów. Oczywiście Rick ich nie zauważył, ale i tak był przerażony. Wiedział że Japończycy są mistrzami karate i gry w chińczyka, więc przestraszył się nie na żarty. Aż się cofną ze strachu, miażdżąc dwóch dryblasów. Przy okazji się potknął, ale w ostatniej chwili załapał się śmietnika, który to złośliwie usunął się Rickowi spod rąk i potoczył się w stronę Japończyka, nieszczęśliwie przewracając się na niego. Biedny kosz – pomyślał Rick – jak on teraz stanie na kółka? Jego rozważania przerwał cień. Olbrzymi. Przed detektywem wyrósł olbrzym, jakich mało. Ponad dwa metry wzrostu. Dwa metry w barach, trzy miesiące w pubach. Owinięty był największym wężem Kobra Dusicielem jakiego Rick w życiu widział. W sumie, albo w okoniu, Rick po raz pierwszy widział węża. Ten przerażający duet zbliżał się powoli do Ricka, aż przesłonił mu cały horyzont, którego i tak nie było widać w tej uliczce. Wiatr ucichł, on też się przeraził i nie chciał zwracać na siebie uwagi. Straszliwe, zielone oczy węża mówiły same za siebie. W ich oczach można było przeczytać cały przepis na potrawę, którą to wpatrujący się nieszczęśnik, mógł się stać. Ruchliwy język węża chwytał najmniejsze cząsteczki. Rick zadrżał. Wtedy olbrzym przemówił.
Jestem Green – jego głos był jak grzmot. Toż Rick padł jak rażony piorunem. Ale szybko się ocknął. W końcu był twardzielem. Kiedyś. Dawno temu.
Wiem, czemu mnie szukasz – grzmiał Green. Podziwiam twoją odwagę, pokonałeś moich żołnierzy, więc dam ci radę – nawet echo bało się powtarzać słowa Greena. Szukaj P – powiedział Green, po czym rozpłynął się w powietrzu, które natychmiast popsuł Rick ze strachu. Zepsute powietrze nijak nie chciało się ulotnić, więc ulotnił się Rick. Jak na niego, to nawet w pośpiechu. W jego głowie kiełkowała myśl. Ale natychmiast zabiła ją druga – ta o jedzeniu. Widocznie ojciec Małego Głoda zdążył na czas. Zaczyna grzmieć – pomyślał Rick. Ale to tylko kiszki mu marsza grały. A potem walca. Polkę. Kiszki Ricka były bardzo muzykalne, chociaż postronne osoby, nawet te stojące kilometr dalej, nie uważały tego bynajmniej za muzykę.
Detektyw teleportował się pociągiem ekspresowym i wieczorem następnego dnia, siedział już przy swoim biurku. Uśmiech gościł na jego twarzy. Nawet nie zjadł obiadu i kolacji. Żadnej z dziesięciu. Napawał się dumą. Oto rozwiązał zagadkę. Wielomiesięczne śledztwo, tygodnie w terenie, setki fałszywych dolarów na łapówki, posiłki w przydrożnych barach i rowach, dziesiątki nie przespanych nocy i setki przespanych dni, nie poszło na marne. Wreszcie świat będzie mógł poznać prawdę i on, Rick, detektyw światowej klasy trzeciej, on to odkrycie przekaże ludziom. Tym biednym zagubionym ludziom, tym początkującym e-palaczom, którzy zagubieni w otchłani forów i niezliczonych postów, rozpaczliwie szukają odpowiedzi na najprostsze pytania, jak i tym doświadczonym, którzy zjedli już zęby i kolacje Ricka na e-paleniu, tym wszystkim należy się prawda. Rick wyjrzał przez okno, potem rozmasował sobie guza na czole, otworzył je na oścież i wyjrzał jeszcze raz. Nabrał głęboko powietrza w płuca, połykając przy okazji gołębia, pranie sąsiadki i obiad sąsiada i ryknął ile sił w płucach – NA FORACH E-PAPIEROSOWYCH RZĄDZI MAFIA POZNAŃSKA!
Koniec.
Jestem Green – jego głos był jak grzmot. Toż Rick padł jak rażony piorunem. Ale szybko się ocknął. W końcu był twardzielem. Kiedyś. Dawno temu.
Wiem, czemu mnie szukasz – grzmiał Green. Podziwiam twoją odwagę, pokonałeś moich żołnierzy, więc dam ci radę – nawet echo bało się powtarzać słowa Greena. Szukaj P – powiedział Green, po czym rozpłynął się w powietrzu, które natychmiast popsuł Rick ze strachu. Zepsute powietrze nijak nie chciało się ulotnić, więc ulotnił się Rick. Jak na niego, to nawet w pośpiechu. W jego głowie kiełkowała myśl. Ale natychmiast zabiła ją druga – ta o jedzeniu. Widocznie ojciec Małego Głoda zdążył na czas. Zaczyna grzmieć – pomyślał Rick. Ale to tylko kiszki mu marsza grały. A potem walca. Polkę. Kiszki Ricka były bardzo muzykalne, chociaż postronne osoby, nawet te stojące kilometr dalej, nie uważały tego bynajmniej za muzykę.
Detektyw teleportował się pociągiem ekspresowym i wieczorem następnego dnia, siedział już przy swoim biurku. Uśmiech gościł na jego twarzy. Nawet nie zjadł obiadu i kolacji. Żadnej z dziesięciu. Napawał się dumą. Oto rozwiązał zagadkę. Wielomiesięczne śledztwo, tygodnie w terenie, setki fałszywych dolarów na łapówki, posiłki w przydrożnych barach i rowach, dziesiątki nie przespanych nocy i setki przespanych dni, nie poszło na marne. Wreszcie świat będzie mógł poznać prawdę i on, Rick, detektyw światowej klasy trzeciej, on to odkrycie przekaże ludziom. Tym biednym zagubionym ludziom, tym początkującym e-palaczom, którzy zagubieni w otchłani forów i niezliczonych postów, rozpaczliwie szukają odpowiedzi na najprostsze pytania, jak i tym doświadczonym, którzy zjedli już zęby i kolacje Ricka na e-paleniu, tym wszystkim należy się prawda. Rick wyjrzał przez okno, potem rozmasował sobie guza na czole, otworzył je na oścież i wyjrzał jeszcze raz. Nabrał głęboko powietrza w płuca, połykając przy okazji gołębia, pranie sąsiadki i obiad sąsiada i ryknął ile sił w płucach – NA FORACH E-PAPIEROSOWYCH RZĄDZI MAFIA POZNAŃSKA!
Koniec.
Wszystkich komentarzy 4
Komentarze
-
Wysłany 24-04-2010 o 21:48 przez poli123
-
Wysłany 24-04-2010 o 21:53 przez judge
-
Wysłany 25-04-2010 o 19:49 przez Tusia
-
Przecież Rick też jest z naszej mafii.
Toż nie jego wina, że mieszka i pracuje w Warszawie
Wysłany 27-04-2010 o 21:43 przez tomba








Wczoraj mówiłem, że jesteś jednym z czterech moich ulubionych pisarzy (co prawda jeden z nich jest wczesno-początkujący
) no i proszę już dzisiaj. 

RSS