Kaczka
Wysłany 18-08-2010 o 21:57 przez viater
"Kiedy byłem małym chłopcem
Wziął mnie ojciec..."
Co ja bredzę, nigdy nie byłem molestowany przez rodziców.
Za to często jeździliśmy do rodziny ojca, mieszkającej na przedmieściu małego miasteczka, nieopodal Elbląga. A ponieważ było to na przedmieściu małego miasteczka, można powiedzieć, że w zasadzie na wsi, czyli dom, podwórko, ogródek, pies, koty, jakieś budyneczki gospodarcze z komórkami i kurnikiem.
Któregoś razu - mogłem mieć wtedy ze 6-7 lat - bawiłem się tam na podwórku, sam jak palec. No, może nie do końca sam, bo po podwórku chodziło kilka kur i kaczka, a ponieważ się nudziłem, postanowiłem złapać kaczkę, nie mając oczywiście - jak na dziecko przystało - zielonego pojęcia, w jakim celu, i co po jej złapaniu miałbym z nią zrobić, ale z tego, co pamiętam, chciałem ją... pogłaskać, o czym oczywiście kaczka wiedzieć nie mogła, ponieważ jej instynkt mówi: "jeśli goni cię coś większego od ciebie, to na pewno nie po to, żeby cię pogłaskać, więc run Forrest, run !".
Wtedy osobiście przekonałem się, że złapanie kaczki albo kury nie jest wcale rzeczą prostą, bo te stworzenia potrafią być jak muchy. Wprawdzie nie latają, ale biegają niczym struś pędziwiatr, w dodatku bez przerwy zmieniając kierunek, zapewne w celu zmylenia natręta.
Oczywiście nie miałem pojęcia, że aby złapać kurę czy kaczkę (niekoniecznie w celu pogłaskania), należy ją najpierw "zaganiać", czyli ganiać tak długo, aż się zmęczy i nie będzie miała siły uciekać. Ponieważ jednak uparłem się, żeby tę kaczkę złapać, mimowolnie zacząłem postępować dokładnie według tejże instrukcji. Kiedy się do niej zbliżałem - ona uciekała, wydając przy tym przeraźliwe krzyki, im dłużej uciekała, tym większy rósł we mnie upór, żeby ją złapać, tym zacieklej ją ścigałem. W końcu, po jakiejś pół godziny biegania w tę i z powrotem, kaczka - umęczona prawie na umór - wcisnęła się w kąt, jaki tworzyły ze ścianą otwarte prawie na oścież drzwi jednej z komórek. Kaczka była kompletnie wyczerpana, zdyszana, zrezygnowana. Dopiero ten widok sprawił, że swoim głupawym, dziecięcym umysłem pojąłem, że chcąc ją, nie wiem - pogłaskać ? - śmiertelnie ją przeraziłem, no i oczywiście natychmiast dałem jej spokój.
Jestem tą kaczką.
Wziął mnie ojciec..."
Co ja bredzę, nigdy nie byłem molestowany przez rodziców.
Za to często jeździliśmy do rodziny ojca, mieszkającej na przedmieściu małego miasteczka, nieopodal Elbląga. A ponieważ było to na przedmieściu małego miasteczka, można powiedzieć, że w zasadzie na wsi, czyli dom, podwórko, ogródek, pies, koty, jakieś budyneczki gospodarcze z komórkami i kurnikiem.
Któregoś razu - mogłem mieć wtedy ze 6-7 lat - bawiłem się tam na podwórku, sam jak palec. No, może nie do końca sam, bo po podwórku chodziło kilka kur i kaczka, a ponieważ się nudziłem, postanowiłem złapać kaczkę, nie mając oczywiście - jak na dziecko przystało - zielonego pojęcia, w jakim celu, i co po jej złapaniu miałbym z nią zrobić, ale z tego, co pamiętam, chciałem ją... pogłaskać, o czym oczywiście kaczka wiedzieć nie mogła, ponieważ jej instynkt mówi: "jeśli goni cię coś większego od ciebie, to na pewno nie po to, żeby cię pogłaskać, więc run Forrest, run !".
Wtedy osobiście przekonałem się, że złapanie kaczki albo kury nie jest wcale rzeczą prostą, bo te stworzenia potrafią być jak muchy. Wprawdzie nie latają, ale biegają niczym struś pędziwiatr, w dodatku bez przerwy zmieniając kierunek, zapewne w celu zmylenia natręta.
Oczywiście nie miałem pojęcia, że aby złapać kurę czy kaczkę (niekoniecznie w celu pogłaskania), należy ją najpierw "zaganiać", czyli ganiać tak długo, aż się zmęczy i nie będzie miała siły uciekać. Ponieważ jednak uparłem się, żeby tę kaczkę złapać, mimowolnie zacząłem postępować dokładnie według tejże instrukcji. Kiedy się do niej zbliżałem - ona uciekała, wydając przy tym przeraźliwe krzyki, im dłużej uciekała, tym większy rósł we mnie upór, żeby ją złapać, tym zacieklej ją ścigałem. W końcu, po jakiejś pół godziny biegania w tę i z powrotem, kaczka - umęczona prawie na umór - wcisnęła się w kąt, jaki tworzyły ze ścianą otwarte prawie na oścież drzwi jednej z komórek. Kaczka była kompletnie wyczerpana, zdyszana, zrezygnowana. Dopiero ten widok sprawił, że swoim głupawym, dziecięcym umysłem pojąłem, że chcąc ją, nie wiem - pogłaskać ? - śmiertelnie ją przeraziłem, no i oczywiście natychmiast dałem jej spokój.
Jestem tą kaczką.
Wszystkich komentarzy 1
Komentarze
-
Wysłany 18-08-2010 o 23:50 przez Quasimodo










RSS