Będzie o e-paleniu...
W podziękowaniu za Ustawę...
Wysłany 18-03-2011 o 06:35 przez WuKwas
7 listopada 2010, Klub Parlament w Gdańsku.
Na scenie SBB. Wraz z grupą znajomych przeżywam jeden z najlepszych koncertów ostatnich lat. Na pewno koncert 30-to lecia. Oczywiście mojego, bo dobre 5 lat nie widziałem tak świetnego występu.
Po koncercie jeszcze wiele dni mam w głowie (uszach) dźwięki i emocje, które ze sobą niosły. Dodatkowo, na sznurku w suszarni mam wszystkie ubrania, swoje i żony, w których byliśmy na tym koncercie. Najzwyczajniej na świecie, przesiąknięte dymem papierosowym nie nadawały się do noszenia bez uprania...
13 marca 2011, Klub Parlament w Gdańsku.
Na scenie Dżem. Wielkie emocje, które płyną z muzy. Wspomnienia: "jak to kiedyś byliśmy..." i tak dalej. Kolejna wspaniała podróż muzyczna. Tego nie można porównać z SBB, to inne wymiary- oba smakowite, pełne, prawdziwe.
Po koncercie, kolejne dni pulsuję basem Bena Otręby i solówkami Adama i Jurka. Wspominam precyzję wokalną Macka Balcara. Dodatkowo, wśród tych wspomnień przewija się obraz przezroczystej "wędzarni" gdzie grupa ludzi kisi się w dymie analogów. Pomyślałem, nawet bez własnych fajek bym się tam napalił.
Nie oceniam ludzi, nie wyszydzam. Myślę sobie tylko, że jest mi prze-dobrze z tym, że już nie muszę siedzieć w takich gettach.
No i na proszku zaoszczędziliśmy
Na scenie SBB. Wraz z grupą znajomych przeżywam jeden z najlepszych koncertów ostatnich lat. Na pewno koncert 30-to lecia. Oczywiście mojego, bo dobre 5 lat nie widziałem tak świetnego występu.
Po koncercie jeszcze wiele dni mam w głowie (uszach) dźwięki i emocje, które ze sobą niosły. Dodatkowo, na sznurku w suszarni mam wszystkie ubrania, swoje i żony, w których byliśmy na tym koncercie. Najzwyczajniej na świecie, przesiąknięte dymem papierosowym nie nadawały się do noszenia bez uprania...
13 marca 2011, Klub Parlament w Gdańsku.
Na scenie Dżem. Wielkie emocje, które płyną z muzy. Wspomnienia: "jak to kiedyś byliśmy..." i tak dalej. Kolejna wspaniała podróż muzyczna. Tego nie można porównać z SBB, to inne wymiary- oba smakowite, pełne, prawdziwe.
Po koncercie, kolejne dni pulsuję basem Bena Otręby i solówkami Adama i Jurka. Wspominam precyzję wokalną Macka Balcara. Dodatkowo, wśród tych wspomnień przewija się obraz przezroczystej "wędzarni" gdzie grupa ludzi kisi się w dymie analogów. Pomyślałem, nawet bez własnych fajek bym się tam napalił.
Nie oceniam ludzi, nie wyszydzam. Myślę sobie tylko, że jest mi prze-dobrze z tym, że już nie muszę siedzieć w takich gettach.
No i na proszku zaoszczędziliśmy

Wszystkich komentarzy 0










RSS