| |||||||
| Rejestracja | Blogi | FAQ i Regulamin | Arcade | Kalendarz | Szukaj | Dzisiejsze posty | Zaznacz wszystkie fora jako przeczytane |
| CasablancaCig Producent www.casablancacig.pl |
![]() |
| | LinkBack (1) | Narzędzia wątku | Wygląd |
|
#1
| ||||||||||||
| ||||||||||||
|
Jeśli kogoś nie interesują turystyczne wspomnienia proponuję przeskoczyć do części "3 dzień" i na tym zakończyć lekturę- tam jest wszystko, co dotyczy e-palaczy Reszta tylko dla ewentualnych zainteresowanych. Zdjęcia są wrzucone na serwer- pod tym adresem. Opis jest w nazwach plików Tym razem byłem w Chinach tylko w sprawie e-papierosów. Chiński kontrahent "porywał" mnie codziennie rano i odstawiał do hotelu wieczorem, ale zdążyłem zwiedzić kilka fabryk i samo Shenzhen- miasto, w którym wyprodukowano prawie wszystko co macie w domu Przepraszam za jakość zdjęć, ale raz-czas dla siebie miałem tam właściwie tylko w samochodzie w drodze do... z... i w nocy w hotelu, a dodatkowo napisy "zakaz fotografowania" są tam w każdej fabryce. Tylko w mojej fabryce miałem oficjalne pozwolenie, w Dekangu nikt mi nie zwrócił uwagi, a w innych fabrykach kiwanie palcem i pokazywanie na telefon było dość jednoznaczne.1 i 2 dzień- zasadniczo nic ważnego dla e-palacza ![]() Pierwszego dnia po podróży i małym kłopocie z ChRL celnikami dwójka przemiłych, aczkolwiek niekoniecznie komunikatywnych (kursy angielskiego są w Chinach potwornie drogie) wysłanników "zgarnęła mnie" bezpośrednio z granicy z HK do hotelu, dostałem chwilę na przebranie się w garnitur i hajda na kolację. Czekały na mnie już dwie znajome twarze- szef i mój (moja?) handlowiec. Ponieważ przy posiłkach, a zwłaszcza powitalnych w Chinach nie rozmawia się o interesach i sprawach związanych pominę tą część relacji. Co do jedzenia- jedynym co mogłem zrobić nie obrażając gospodarzy było zjeść wszystkie dania jakie mi zaserwowano, pozostawić pusty talerz i podziękować za doskonały posiłek- do dziś nie bardzo wiem co jadłem Było bardzo tłuste, smakowało rybą i wieprzowiną. Skutek podróży i kolacji był taki, że chwilę po odwiezieniu do hotelu spałem jak niemowlę. Niedługo niestety, bo z samego rana chińska koleżanka obudziła mnie dzwoniąc z informacją, że zaraz przyjedzie kierowca...i do wieczora pozostaliśmy w sali konferencyjnej, z przerwą na jedzenie, tym razem europejskie (tzn. kucharz był przekonany, że tak właśnie jadamy )3 dzień- fabryki Trzeciego dnia popołudniu po obowiązkowej porcji sali konferencyjnej szef postanowił, że trochę "pozwiedzamy" Zaczęliśmy od jego fabryki, po sąsiedzku wpadliśmy do Dekanga (obaj szefowie są przyjaciółmi, współpracują, a budynki obu fabryk jak się okazało sąsiadują ze sobą), później wpadliśmy do jeszcze jednej fabryki e-papierosowej na drugim końcu miasta i z rozpędu zahaczyliśmy jeszcze o jakiegoś znajomego bossa- producenta jednocześnie środków czystości i budzików ![]() Jako że tym razem miałem osobę wprowadzająco- oprowadzającą udało mi się znacznie więcej zobaczyć.Chińskie fabryki z reguły nie są ogromne i mieszczą się po kilka w kompleksach budynków odgrodzonych od innych kompleksów. Niektóre produkują jeden asortyment, inne kilka różnych. Zajmują czasem piętro, czasem 5 pięter, a czasem kilka budynków. Kiedyś już o tym pisałem- chińskie fabryki nijak nie pasują do naszego wyobrażenia o produkcji masowej. Siła robocza należy do najtańszych na świecie (chyba tylko Wietnam i Meksyk są tańsze), więc maszyny są stosowane tylko wtedy, jeśli pojedynczy człowiek mógłby spowolnić cały proces produkcji. Wszystko co mamy z Chin (czyli prawie wszystko) jest ręcznie składane, wycinane, sklejane, napełniane, skręcane, malowane, paczkowane itd itp. w systemie "podaj dalej". Wyjątkiem nie są nawet potężni producenci (np wykonawca znanej marki szamponów 3 w 1) Warunki pracy z tego co widziałem nie są złe- dzieci nie widziałem żadnych, przerwy na posiłki były, po fajrancie wszyscy szli do domu, w sobotę pracowali tylko handlowcy, a w niedzielę tylko strażnik. Z drugiej strony w Hong Kong-skiej gazecie wyczytałem, że w fabryce Foxconn'a w Shenzhen (produkującej m. inn. dla Apple'a) zatrudniającej 400 osób 10 popełniło w tym roku samobójstwo... Choć nie bardzo wypadało, jednak o to zapytałem i ponoć warunki pracy w niektórych fabrykach są rzeczywiście takie jak w XIX wiecznej Łodzi. Wszystko zależy od zarządu. Ale wracając do tematu- tak jak już kiedyś pisałem nasze e-petki są składane całkowicie ręcznie. Jak wygląda proces produkcji? Wszystkie 3 e-p fabryki były bardzo podobne, różniły się właściwie tylko wielkością. Najpierw komponenty są sprawdzane pod kątem jakości- czy akumulatory rozładowują się tak jak trzeba, czy gwinty się skręcają, chipsety działają, farba się nie łuszczy itd. Na tej podstawie komponenty rozdzielane są do różnych partii produkcyjnych- dla wymagających klientów, standardowych i tych "byle najtaniej". Chiński producent jest elastyczny- można wybrać jakość, można cenę. Dopiero partia komponentów o bardzo wysokim procencie awarii wraca w całości do źródła. Podobnie wygląda proces rozdziału dla innych produktów, nie tylko e-p. Jest Proszek Do Prania, proszek do prania i.. jakiś proszek. Produkcja w Chinach jest uruchamiana tylko pod zamówienie. Nie ma zamówień- fabrykę się zamyka. Istnieje też inna możliwość- fabryka niemal z d nia na dzień może przestawić się na inny produkt i działać np. jako podwykonawca. Jest to możliwe właśnie dzięki niskiej mechanizacji. To podstawowa różnica w stosunku do europejskich zwyczajów. Jedna grupa pracowników naraz robi tylko jedno konkretne zamówienie. Poszczególne komponenty są składane w kolejności i podawane do następnego pracownika- jeden człowiek ma tylko jedno zadanie jasno określone pisemnie i obrazkowo w "przepisie" powieszonym nad jego miejscem pracy. Jest tak, ponieważ chińscy robotnicy są zwykle niewykwalifikowani i niewykształceni- bynajmniej nie w polskim znaczeniu. Jeśli jakimś cudem robotnik "załapie" kilka lekcji angielskiego lub obsługi worda- zdobył wykształcenie i ma niemal automatycznie przepustkę do pracy biurowej. Po złożeniu całości do kupy partia gotowych baterii i atomizerów wędruje do kontroli (bardziej lub mniej szczegółowej, bo to znów zależy od ceny i klienta)- atomizery i baterie sprawdza się na "sztucznym palaczu", dlatego nowe sztuki są mokre- to glikol. Baterie później są hurtem ładowane. W tym momencie pozostaje już tylko zapakować i wysłać. Liquidy produkowane są z zachowaniem higieny- przed wejściem na poziom liquidów zakłada się na buty szpitalne workowe kapcie i przechodzi przez komorę powietrzną. Wszędzie wiszą światła UV, ludzie pracują w maseczkach i fartuchach. Technologia nadal niezbyt skomplikowana- mieszalnia i laboratorium owszem, przypominają lśniącą stalą tyski browar albo firmę farmaceutyczną, ale już rozlewanie do buteleczek, naklejki i pudełeczka wykonuje się "na piechotę" przy stołach laboratoryjnych. Na moje oko niezbyt imponująco, ale czysto, z zachowaniem środków bezpieczeństwa. Aha, jednorazowe "kapcie" zdejmuje się dopiero po wyjściu z poziomu liquidów na klatkę lub do windy. 4 dzień- City To obowiązkowy punkt programu każdej dłuższej wizyty w Chinach- delikwenta zabiera się na zakupy do elektronicznego raju Oni nazywają to giełdą elektroniczną, a w rzeczywistości jest to kilka ulic z 10 piętrowymi budynkami ciasno obsadzonymi małymi sklepikami i wręcz stołami z wszystkim co tylko możecie sobie wymyślić od żaróweczek do maszyn cnc. No i podróby absolutnie wszystkiego w dowolnej jakości. Cały asortyment w bardzo, bardzo, bardzo przystępnej cenie, poza oryginalnymi wyrobami znanych marek- te z powodu trudności z późniejszą realizacją gwarancji są w niezbyt opłacalnej cenie dla europejczyka.W tym samym rejonie znajdują się hotele, centra handlowe, apartamenty i ogromne parkingi zapełnione w zasadzie tylko trzema markami samochodów- Toyota, Volkswagen i Mercedes. Od czasu do czasu jakiś chiński high-endowy pojazd, ewentualnie klon BMW (tak, samochody też kopiują ) Taksówki to jakiś nowy-stary Volkswagen, smaochody dostawcze są chińskie lub koreańskie.Tu muszę napisać o czymś, co mnie szczególnie zainteresowało, mianowicie drogi. Słyszałem niedawno, że Chińczycy nie powinni budować naszych dróg i autostrad bo może i tańsze o połowę, ale gorszej jakości. Otóż nie widziałem przez tydzień ani jednej dziury i ani jednej łaty na drodze. Nie było kolein. A było na czym szukać dziury w całym, bo nasze wypasione autostrady można by schować w rowie koło chińskiej 8 pasmowej drogi z dzielnicy do dzielnicy. 5 i 6 dzień- znów negocjacje, a wieczorem chiński masaż na rozluźnienie po pracy i na pożegnanie znów kuchnia chińska. Masaż wart jest wspomnienia, zresztą ciężko o nim zapomnieć, bo wszystko bolało mnie jeszcze po powrocie do Polski Zaczęło się niegroźnie- wygodna leżanka, moczenie nóg w ciepłej wodzie z czymś tam, jaśminowa herbatka, tv- no i bach- wchodzi skośnooki Arnold Schwarzenegger, łapie człowieka za kark i chce skręcić Najpierw nie czułem się komfortowo, bo jako Słowianin nie nawykłem, aby jakiś obcy facet mnie dotykał. Zaraz jednak o tym zapomniałem, bo udawanie, że nic mnie nie boli i uśmiechanie się wymagało maksymalnego wysiłku woli. Ale uratowałem honor narodowy kosztem własnych pleców![]() Tu trzeba też dodać, że zarówno "Arni", jak i reszta napotkanych osób była niezwykle miła i uczynna. Na gościnność narzekać również nie mogę- kierowca do dyspozycji, wszelkie inne wygody włącznie z godzinnym poszukiwaniem chleba "bo przecież wspomniałeś, że lubisz"![]() Na tym właściwie podróż się skończyła, rano pożegnanie, transport na lotnisko, samolot, drugi samolot i Kraków. jeszcze tylko jedna uwaga dla potencjalnych podróżnych- do samolotu zapomnianym zwyczajem warto zabrać bułkę, pomidora i jajko na twardo, bo to co serwują linie lotnicze woła o pomstę do nieba. Finnair jest gorszy od Aeroflotu. Tzw. "ciastko" zabrałem do Polski aby pokazać znajomym- już od nowości było sino brązowe, podobnie jak samolotowe parówki. Jeszcze jedno- socjalizm jest widoczny tylko dzięki temu, że na ulicach co 100m stoi policjant i wojskowi na autostradowych bramkach. Odnoszę wrażenie, że mundurowi z drogówki są znakomicie obojętni na wszystko- Światła uliczne po coś są, ale chyba nikt nie wie po co, podobnie pasy Internet w hotelu działał normalnie- google nie miało problemów z Tybetem ani Placem Tian'anmen. Z fabryki mimo wszystko na wszelki wypadek nie próbowałem sprawdzać. A co do protestow? Są ponoć dosyć częste, jeden dotyczący cen prądu był tuż przed moim przyjazdem. Jak to załatwiło państwo? Nijak, protestanci się zmęczyli i poszli do domu, bo rano trzeba do pracy![]() pozdrawiam, Łukasz
__________________ Firma na rynku od 2003 roku. www.casablancacig.pl |
|
#2
| |||||||||||
| |||||||||||
|
Łukasz: jak już tam byłeś: mogłeś może załatwić sobie (i nam!!) tOreGo z mega-ultra-mega-mega atomizerami, hmm..? Opis fajny - i mocno pokrywający się z tym, o czym opowiadał Roman. Wnioski: chińscy ludzie, mimo 'socjalizmu' (bo gdzie tu socjalizm, z takim dba niem o człowieka-robotnika? ;-) ) dużo lepiej od nas rozumieją mechanizmy rynkowe - i zaspokajanie popytu to właśnie to, co potrafią.
__________________ |
|
#3
| ||||||||||||
| ||||||||||||
|
Bardziej niż popyt sądzę że nastawiają się na zaspokajanie potrzeb, które się pojawiają. Opis super. Dużo nowych informacji dla mnie. Propsy
|
|
#4
| |||||||||||
| |||||||||||
|
Zapraszamy do Shenzhen.
|
![]() |
| Bookmarks |
| Tagi |
| baterie, casablancacig.pl, cały, ego, glikol, jakość, lotnisko, mega, producenci, robot, samolot, zakaz, zakupy |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
LinkBacks (?)
Linki zwrotne tego tematu: http://forum.e-palarnia.com/casablancacig/1732-wizyta-w-shenzhen.html | ||||
| Dodane przez | For | Type | Data | |
| e-ni.pl | This thread | Refback | 20-06-2010 20:27 | |